Wiec... Minelo juz prawie dwa lata od czasu ostatniej notki i troche mi wstyd za to cale zaniedbanie, ale wracamy. Tylko trzeba sie troche na nowo do wszystkiego przwyczaic i zaczac spisywac pare istotnych rzeczy. Sama nie wiem od czego zaczac. Moze od tego, ze zaluje, ze nie zapisywalam sobie w tej "myslodsiewni" wielu pamietnych spraw, bo teraz czuje, ze uciekaja z umyslu i wlasciwie moje dawne radosci, zale czy postanowienia w chwili obecnej nie maja dla mnie juz zadnego znaczenia. Uciekly gdzies daleko w niepamiec, a szkoda, bo ja jak juz sobie cos postanawiam, lub gdy cos mnie zlosci lub cieszy to wlasciwie na calego i szkoda tego nie pamietac. Oczywiscie od dwoch lat nie bylo juz notek podsumowujacyh cale poprzednie lata. Trzeba bylo chociaz zmusic sie do tego, zeby teraz nie zaczynac tak od zera. Bo wlasciwie ciezko jest tak spasc z nieba, czy nagle opisac jednostronnie rozne sytuacje w ktorych sie teraz znajduje. Moze wiec zaczne od razu z grubej rury. Jest w moim zyciu taka osoba, bardzo wazna zreszta dla mnie, ktora mnie tak czesto i gleboko zasmuca, ze codziennie zastanawiam sie, jak dlugo mozna tak funkcjonowac. Jak jest dobrze, to jest zaraz zle. Caly moj entuzjazm jest sciagany gleboko w dol. Wszystko jest nie tak. Ile mozna sie starac, prosic o chwile uwagi? Mam nadzieje, ze nie parenascie lat... Jak dlugo dac sobie szanse?
Podobnie w spoleczenstwie. Zero zrozumienia. Dramat. Do uslyszenia pozniej.
Postanowilam znow zaczac pisac bloga... Na pamiatke...
Ostatnio duzo zmian o ktorych ten blog sie jeszcze nie dowiedzial. Wyszlam za maz (ale zaraz wracam) i czekam na naordziny maluszka. Codziennosc przeplywa przez palce, pomyslec, ze juz niedlugo wielkanoc... Te swieta maja swoj klimat. Wiosna nadchodzi i wszyscy sa w dobrych humorach, bo jak tu po takim okresie nie ucieszyc sie na widok tak przejrzyscie niebieskiego nieba i swiecacego slonca... Kazdy weekend mam teraz wolny, za to pracuje codziennie w tygodniu, ale nie narzekam, podoba mi sie. Szybko zlatuja kolejne tygodnie... A ja juz licze... Bo juz nie chce byc dluzej w ciazy, chce juz i teraz... Teraz wiem, jakie to oczekiwanie potrafi byc dramatyczne... Ehh. Zostalo jeszcze tylko nieco mniej niz 5 miesiecy. Powinno szybciutko zleciec, a potem to juz z gorki, z pomoca M. to na pewno bedzie gdzie dziecko podrzucic... he he
Poza tym moze cos o weselu... Dobrze, ze to juz za nami... cale te przygotowania nie dawaly chwili na czas relaksu. Poza tym to z nerwow tylko sie wszyscy klocili. Obylo sie bez wiekszych skandali, ale wpadki byly... Nie mialam przygotowanej przysiegi, a moj husband-to-be po prostu schowal ja do kieszeni w momencie gdy mial mi ja przekazac... Myslalam, ze zaraz sie zaczne szamotac, zeby jednak ja wydostac z kieszeni... ale na oczach wszystkich ciezko bylo sie skupic... na czymkolwiek...
Rodzice przyjechali na trzy tygodnie i A. rowniez. Bylo naprawde smiechowo. Mama zdazyla nas wszystkich podtuczyc... Ale to normalka. Szkoda tylko, ze do dzisiaj mi sie lazanki snia po nocach, a sama ich zrobic nie potrafie...
Dzisiaj mam wizyte u doktora, zobaczymy czy wreszcie dostane jakies skierowanie na usg, albo cos bardziej konkretnego...
Pozdrawiam...
Nastepna niedziela, wolny poranek tylko dla mnie... W tym tygodniu jedna nowa wiadomnosc. Sama nie wiem, czy plakac, czy smiac sie, czy wzruszac, mowic wszystkim czy nie ? Poprzedniej nocy moj P. zadal mi takie powazne pytanie, co prawda nie moge powiedziec, ze sie nie spodziewalam, ale i tak przeszly mnie takie dreszcze. Dobrze, ze ciemno bylo, bo mi lezka poleciala. Odpowiedzialam co odpowiedzialam, niby nic a czuje sie, ze wreszcie cos sie dopelnilo, cos zmienilo, poszlo do przodu. Moj kochany jak sie do niego przytulam to ogarnia mnie takie szczescie... Pewnie, ze czesto mnie denerwuje, ale jednak go kocham najbardziej na swiecie. Ciesze sie, ze go mam, tesknie nawet jak wyjdzie na pare godzin... Poza tym...
Wyuczona do egzaminow i wszystkie klasy pozdawane. Teraz dwa dni przedswiateczne, a potem spokoj na pol roku. Wesolych Swiat...
Znow zblizaja sie Swita wielkimi krokami, a ja dzisiaj mam dzien wolny wiec postanowilam sie troche wziasc za sprzatanie, ale czasami jak to bywa.. wielki zapal szybko potrafi wyparowac mi z glowy, a teraz mam ochote napisac cos lekkiego na blogu. Kilka ostatnich miesiecy. Szkole uda mi sie pomyslnie zaliczyc i bede miec spokoj na jakis czas, wiec bedzie szansa zajac sie czym innym. W styczniu w koncu zdaje egzamin na obywatelstwo- wyczekane i sporo wycenione, nie tlyko dolarami i nie tylko moimi wlasnymi emocjami. Nikt nie wie, ze juz po kryjomu sie ucze, gdzie tylko moge- silownia, szkola (na komputerze), w domu wieczorem. Magda mnie spytala po godzinie mojej pierwszej nauki i juz znalam odpowiedzi na 80% pytan z calej ksiazki. Niezly wynik. Klasy U.S. Govt i Civics na pewno mi nie zaszkoda na egzaminie. Juz teraz jestem na etapie wyluzowania, znam pytania, znam odpowiedzi, znam angielski i chce byc Amerykanka :) Wiec juz niedlugo... Nastepnie przez ostatnie kilka miesiecy mialam wiele pracy. I wciaz mam. Glownie z soba. Lubie lepic z plasteliny, lubie byc uparta i pracowac nad tym co zle. Moj charakter- niedojrzaly, uparty, nieuwazny, roztrzepany... Glupi... Nic tylko sie uprzec i pracowac, pracowac nad ta wyczekana dorosloscia... Lata juz mam teraz umysl i rozum trzeba oswietlic. Czasami niestety nie przychodzi to latwo, ale ludzie potrafia pomagac. Oj tak akurat w takim przypadkach potrafia pomoc. Z wyzywac, ale az tak, ze tnie Ci sie cale gardlo przez upokorzenie i lzy, ale az tak do zapamietania. Ja w glowie wciaz trzymam wszystkie swoje pomylki i upokorzenia, tak mocno ich nienawidze , ale tak bardzo trzymam blisko siebie, ze czasami mozna zwariowac, ale niech beda przy mnie, bo w koncu wiem, ze stane sie mocniejsza. Juz troche jestem. Wciaz jeszcze duzo pracy. Gdy wydaje mi sie, ze mocno stapam po ziemi znow potrafi sie we mnie odezwac dziecko i na jeden krzyk skulam sie w sobie i nie potrafie sie obronic. Chcialabym kiedys zasluzyc na szacunek chocby u kilku osob, zebym mogla poczuc sie pewna siebie... Choc na kilka chwil rozwinac skrzydla, pokazac co potrafie, bez leku, ze ktos mi w pewnej chwili je podetne i spadne prosto na twarz...
Kilka notek wczesniej zastanawialam sie jak to jest z moja wiara i teraz juz wlasciwie nie wiem, bo oprocz mojej walki samej z soba, walka z calym swiatem jakos robi sie coraz mniej uciazliwa. Prosilam kiedys w duchu swoja babcie, zeby pomogla mi sie jakos stac lepszym czlowiekiem, mimo, ze nie mialam w ogole na siebie pomyslu. Prosilam o to, zeby pomogla mi na mojej drodze spotkac kogos kto potrafi pokazac mi jak to jest kiedy sie kogos kocha. Nie wiem, czy znow niepotrzebnie w siebie zwatpiam, ale mysle, ze pomoc jakas dostalam. Nie wiem, czy to ta osoba pokazuje mi jak to jest kogos kochac, czy to po prostu jestem ja steskniona uczuciem... Wiec, kochac kogos to potrafi byc czasami niesamowite uczucie. Cos pieknego, czystego i niewtlumaczalnego. Z drugiej strony nigdy wczesniej tak czesto nie odczuwalam w sobie niewytlumaczonych bolow psychiczno fizycznych. Gdy zaboli mnie jakies slowo czy jakis gest po prostu zamykam sie w sobie, nie rozmawiam, a w gardle czuje bol, mimo, ze trzezwo potrafie sobie wytlumaczyc, ze na pewno nie jest on fizyczny, bo przeciez jestem zdrowa. Ale tak jest... Gdy ktos mnie rani, a czesto jest mnie czym zranic, bardzo biore to do siebie. Czasami rzucam w siebie pretensjami, bo moja emocjonalna strona potrafi tak szalec, ze... Nie radze sobie z tym. Z jeden stroyn nie chce byc traktowana ulgowo, potrzebuje mocnej reki, ale z drugiej... Chcialabym zawsze chodzic szczesliwa i usmiechnieta...
Cala moja rodzina wyjezdza, lub juz wyjechala, na swieta do polski. Przykro mi, czesto czuje w sobie wiele goryczy i nie potrafie zatrzymac lez, mimo, ze nie glosze wszem i wobec, jaka jestem z nimi zwiazana, lub nie podkreslam na kazdym kroku jak bardzo ich kocham, bedzie mi smutno w wigilie kiedy bede zasiadac do kolacji z obcymi ludzmi. Swieta stracily moze nei tyle swoj urok, ale cale swoje znaczenie. Na szczescie moge jeszcze zyc wspomnieniami, kiedy do wigili zasiadali wsszyscy- babcia, dziadek, rodzice, my... Kiedy dzielenie sie oplatkiem bylo nie tyle symboliczne, co naprawde, ale i tez bardzo silne przezycie. Teraz...
Juz dawno nie bylo zadnych aktualnosci na tym blogu, wiec postaram sie jakos przypomniec o swoim istnieniu.
Zima idzie. Czas leci niebezpiecznie szybko. Nie ma dluzszej chwili na podejmowanie decyzji, na rozmyslanie. Nie ma. Nostologia jesienna przemija, a szkoda, bo to dla niektorych dobra wymowka, zeby wylac z siebie smutki i zale... Zima w okrutny sposob zamraza wszystkie uczucia we mnie. Uschniete drzewa, szare, zimne niebo, twarda ziemia. Szarosc dnia, ale tylko na chwile, bo juz za wczas w okolicy na domach i w oknach pojawia sie kolorowe swiecidelka, choinki... I nadejdzie dla wszystkich chyba wyjatkowy czas. Czas rodziny, dobroci, wyciszenia- czas Swiat Bozego Narodzenia. Co roku i ja ich wyczekuje, ale gdy juz zblizaja sie, znow ogarnia mnie wielki smutek. Przypominam sobie moje wymarzone swieta. Wigilie 6-7 lat temu, gdy cala nasza rodzina byla razem. Dziadkowie i rodzice potrafili stworzyc nam swieta idealne. Nikt sobie nie zdawal sprawy, ze ostatnie w tym gronie. Bardzo bym chciala znow podzielic sie oplatkiem z Babcia, Dziadkiem, Tata, Mama... Tesknie za tym bardzo, wiem, ze to minie i pozostanie tylko wdziecznosc i wspomnienia, ktore beda dodawaly mi sil w trudnych sytuacjach i ktore sprawia, ze moze i ja ktoregos dnia bede potrafila dac to swoim dzieciom, ale tak bardzo zapewne bedzie bolalo, potem sie z tym znow rozstawac... Zamykam oczy i widze nasz dom, ulice zasypana sniegiem, sanki... Tak bardzo mi tego brakuje... Akurat dzisiaj i w tym momencie mi tego brakuje, jak nigdy mi jeszcze na obczyznie nie brakowalo. Mowia, ze pierwsze swieta bez rodziny sa najgorsze... Pozostaje mi tylko porozwieszac lampki na oknie...
Nadszedl czas na nowa notke. Duzo rzeczy mnie ostatnio meczy. Praca, pieniadze, uklady, czyli problemy doroslych. Czemu to
wszystko nie moze byc jakies takie bardziej proste i przewidywalne... Czy to jakis gorszy czas nadchodzi... Moje papiery w urzedzie nie doczekaja sie rozwiazania. Wciaz czekam na zaszczyt jakim bedzie zostaniem obywatelem tego piekniego kraju. A potem jedziemy dalej. Zyje teraz chyba w takim totalnym zawieszeniu. Praca, szkola, praca, szkola. Mam ochote cos zmienic, ale jeszcze nie teraz. Jeszcze nie teraz. Boje sie co bedzie jutro, ale musze... musze zyc w zawieszeniu. Ostatni tydzien byl dla mnie masakryczny. SPlynelo na mnie tyle nieszczesc. Ale po kolei. Najpierw dostalam mandat na 0. Pogodze sie z tym, no trudno zdarza sie. Potem w szpitali wyludzili ode mnie dodatkowe 0, na badania, jak to oni stwierdzili... Bylam bardzo zdenerowana ich postepowaniem, ale 'mila' paniw recepcji stwierdzila, ze nie zrozumialam lekarza i pobrano mi cos tam na badania do laboratorium, a oczywiste przeciez jest to, ze jak lekarz bada to wysylaja probki na badania i wyludzaja pieniadze od pacjentow... Trzecie nieszczescie- pomylili mi sie karty w banku. Weszlam na minus 0. Poszlam do jednego banku i sciagneli mi jedna trzecia kary. Poszlam do drugiej filii i udalo mi sie jeszcze drugie tyle obnizyc. Reszte musialam zaplacic. Czwarte nieszczescie mialam wypadek samochodowy. Maska zgnieciona, obylo sie bez strat poszkodowanego, bez policji i bez wzywania firmy ubezpieczeniowej, aczkolwiek teraz auto juz tydzien w naprawie ... Piatek nieszczescie zgubilam telefon, za ktory musialam niby dodatkowo placic, ale odkladalam te decyzje radzac sobie bez niego. W koncu ojciec wkur...iony juz niezle na to wszystko przeszukal samochod i znalazl go, ale co sie nasluchalam to moje... Szoste nieszczescie, nie moglam znalesc przez dwa tygodnie papieru na klase, mam taaakie zaleglosci, ze szkoda gadac. Jutro w poludnie mam plan wszystko nadrobic, bo poprzednie plany- wolna sobota, wolne niedzielne popoludnie- w ogole nie wypalily. I ostatnie nieszczescie- bigos wyszedl za slony! I to wszystko w jeden tydzien. Zycie mnie naprawde doswiadcza, ale jakos sobie poradze. Co mnie nie zabije to mnie wzmocni i jakos to bedzie. P. mnie najpierw za wszystko opier...oli, bo jak sam twierdzi nalezy mi sie, ale potem mnie wspiera. W gospodarstwie, czyli w zwiazku, jak narazie wszystko ok. I tak trzymac. To uslyszenia, Dear Kitty!!!
Tyle w zyciu sie zmienia , ze az trudno ujac to w kilka zdan w notce, na jakie starczy mi jedynie bateria w laptopie. Ostatnio coraz czesciej uczucie szczescia ustepuje uczuciu smutku i upokorzenia. Staram sie jak moge. Pracuje nad soba psychicznie i fizycznie. W pracy daje z siebie wszystko, byle innym bylo latwiej. Sama nie czuje tego juz tak czesto jak kilka miesiecy temu. Wtedy, kiedy ktos sie mna jescze zajmowal, a nie tylko upokarzal i wychowywal. Teraz sie czuje zle. Gorzkie lzy lykam przez gardlo, ale wiem, ze bedzie lepiej. Na pewno, bo kazdy z nas mowi, ze kocha drugiego. Ale jaka to jest milosc? Kiedy wciaz doswiadczam braku zaufania z drugiej strony. Zdradzam? Nigdy nawet nie pomyslalabym, ze moglabym z innym... Dzisiaj sie dowiedzialam tez , ze prawdziwy przyjaciel potrafi zdradzic nawet najbardzidej skryte powierzone sekrety. Moja dziecieca naiwnosc, naiwnosc i wiara w dobroc. Kiedys ludzie wierzyli, ze naprawde jestem dobra dziewczyna. Teraz gdy lykam zbyt wiele goryczy sama czasami zastanawiam sie czy przypadkiem moja podswiadomosc nie uwierzy i nie stanie sie surowa jedza. Krzycze i placze jak jest mi zle. Pomaga. Kon sprzedany, nie ma konia. Nie ma konia. Nie ma konia. Nie ma rodzicow pojechali do polski. Nie ma siostry wojna trwa. Jestem zla. Jestem zla, ze stepam twardo po ziemi. Znam wszystkie ich problemy, bo racza mnie o nich informowac, ale czy ktos zna moje i chce pomoc? Raczej nie. Szkola znow sie zaczyna, wstawanie rano, potem praca, potem znow szkola az do nocy. Nikt nie pomysli, ze moge byc zmeczona tylko fizycznie tym wszystkim. Znajomy podejdzie i powie- ale zjebana jestes, dzieki, a teraz wysluchaj moich problemow. Nie umieram, nie gloduje, jestem zdrowa, a jednak cos jest nie tak, Nie smieje sie, na stwierdzenie I love You, nie odpowiadam: I love You,too. Nie jestem cukiereczkiem, ale tez nie jestem dojrzala. Jak gorzka, twarda drazetka. Nie potrafie. Znowu nadchodza czarne chmury, boje sie tego co bedzie, bo wiem co bylo. ATak bardzo chcialam wierzyc, ze bede miec kogos. Kogos kto sie mna zajmie jak 5letnim dzieckiem. Nie bedzie sie smial, ze mam juz prawie 20 lat. Zabierze do parku, pospaceruje, da lizaczka, poglaszcze po glowce... Ale nie mozna oczekiwac zbyt wiele. Ja jestem tylko glupia idiotka, ktora chciala wierzyc... Terasz zamiast szczescia i dobrych nowin oczekuje na jakas tragedie, bo wiem, ze bedzie mi latwiej wtopic sie w smutne, zgnebione tlo, niz w tlum szczesliwych ludzi. Moze ja odpycham od siebie szczescie. Nie pozwalam sie mu rozwinac, bo tchorzowi podobno latwiej w zyciu. Mam ochote... Mam ochote nic nie robic. Czasami czuje sie, ze wariuje....
Do uslyszenia, od dzisiaj czesciej.
Moj pamietniku kochany, tyle lat... Od dzieciecych zabaw, poprzez nastoletnie problemy, az do teraz- czasu, w ktorym ksztaltuje swoje zycie. Sama w to dokladnie nie wierze, moze po koncowce tamtego roku- niepewnosci, smutku, milczeniu, teraz chce chlonac szczescie jak gabka, duzo i wszystko na raz. Gdy zasypiam jestem jak dziecko, nie boje sie juz i zasypiam glebokim snem. Wciaz nie czuje sie jak reszta ludzi, czyli pewnie i stabilnie, ale czuje... czuje, ze bede potrafila cieszyc sie z malych rzeczy, czy smiac z zartow. Bede na pewno. Sprawy z niektorymi ludzmi powoli tez sie uloza i wszystko bedzie dobrze. Mama wyjezdza pod koniec maja co jest troche przykre, ale wierze, ze polsce takze jest potrzebna dziadkowi. My sobie damy rade, a o niego tez sie strasznie boje.
Moje plany na zycie? Byc szczesliwym, niewazne czy w dwojke, czy w trojke, byle byc szczesliwym. Czus sie swobodnie i wreszcie czerpac z zycia to wszystko co w nim cudowne. Jesli chodzi natomiast o szkole, to wlasnie dotrwalam do konca pierwszego semestru. Fotografie zalicze raczej na pewno, z angielskiego udalo mi sie wyciagnac teraz wszystko zalezy od egzaminu, ktory wydaje mi sie, ze oblalam, ale nie przejmuje sie, bo bede chodzic jeszcze raz, moze nawet z moja siostra. poziom byl po prostu za wysoki a nauczyciel do dupy. Mojej winy tez troche w tym jest, ale bylo mi bardzo ciezko przez ostatnie miesiace praca, szkola, start samodzielnego zycia... Teraz juz tylko do przodu i jakos bedzie :)
Be good Kitty.
Notki na tym blogu nie pojawiaja sie dosyc czesto ostatnio. Ja jakos sobie zyje. Dzisiaj wypelnilam aplikacje na obywatela U.S. A tak poza tym, to jestem zmeczona cala ta szkola i praca... Ale zycia nie da sie zakonczyc.
skomentuj (0)
Niedlugo wielki krok w nieznane poczucie samodzielnosci. Na szczescie nie jestem sama, bo inaczej bym utonela juz na brzegu. Wyszlam z wprawy w pisaniu notek, bo juz dlugo nic nie pisalam. Jesli mam byc szczera, sama sie troche zagubilam w tym co sie dzieje. Juz za tydzien zamieszkam z facetem, ktorego, wydaje mi sie, ze... kocham jak jeszcze nigdy nikogo. Czuje sie przy nim bezpieczna. Czasami czekam wiele godzin, by moc sie do niego przytulic, polozyc sie obok, zwyczajnie porozmawiac. Bo my przede wszystkim jestesmy przyjaciolmi. Sa ludzie, ktorzy chca to zniszczyc, ja sama czasami, zle reaguje na bodzce srodowiska, ale inaczej nie potrafie. Jestem szczesliwa. Na pewno troche tez przestraszona, ale to kwestia czasu. Dobrze mi. Najbardziej ciekawi mnie teraz jednak, jedna niepokojaca sprawa. My chyba chcemy byc ze soba do konca zycia ... ? Tak, na pewno bedzie wiele przeciwnosci... Ale to jest cos dziwnego... Trafilam na niesamowitego i jednoczesnie pelnego zagadek czlowieka, ktory mnie rozczula, pociesza, wspiera, ale jednoczesnie drazni, irytuje. Kazde z nas jeszcze chowa cos pod skorupa. Tak, jak napisze na blogu wiele rzeczy, o ktorych w stanie jeszcze nie jestem z nikim rozmawiac.
Ogolnie jest mi dobrze, gdy wiem, teraz wiem, ze ktos sie o mnie troszczy i nie obchodzi nas caly swiat poki mamy siebie ;) Niedlugo zabieram sie za urzadzanie mieszkanka...
Reszte wpisu usunieto...